Przyszły tak niespodziewanie,

Wielkim nieszczęściem opłacone,

Czeka nas kolejne głosowanie,

Wybory - oczu zamydlanie.

 

Stanęli do boju kandydaci,

Którzy nie udają swoich braci,

Choć z jednego kraju pochodzą,

To w większości Polacy ich nie obchodzą.

 

A o to i oni pretendenci wielmożni,

Na stanowisko Prezydenta,

Nie każdy jest właściwy na takiego Agenta,

Który na krakowskim przedmieściu zagości.

 

Pierwszy z nazwiska startuje Jurek Mareczek,

Podobno na niego nie ma żadnych teczek,

Kaczyński Jarek po śmierci brata,

Chce po wyborach uchodzić za swata.

 

Trzeciego na liście mamy Komorowskiego Bronka, 

Którego czeka polityczna agonka,

Korwin Mikke Januszek w czwartym rzędzie,

W tych wyborach najwięcej głosów mu przybędzie.

 

Piąty zacny Leper Jędrek,

Z tego to jest niezły mędrek,

Szósty Morawiecki Kornel do walki staje, 

Starszy Pan, ale dziarski się wydaje.

 

Siódmy startuje Napieralski Grzesiek,

Co od generała dostał poparcia uśmieszek,

Ósme miejsce Olechowskiemu Jędrekowi przypada,

Co mówi, że Euro Polsce mało nada.

 

Dziewiąty Pawlak Waldek się kłania,

I rolników zachęca do głosowania,

Listę Ziętek Boguś zamyka,

Co na protestach zwykle dużo bryka.

 

Cała dziesiątka Prezydentem chce zostać,

Ale Prezydent, rzecz jasna, to tylko jedna postać,

Każdy będzie walczył, ale nie każdy chce wygrać,

Bo trzeba na wybory parlamentarne już coś ugrać.

 

I tak za pieniądze podatników,

Którzy pozwalają na finansowanie takich rozbójników,

Odgrywać się będą sceny mydlące Polaków oczy,

Który z tych Panów nas najbardziej zauroczy?